|
Dzisiejszy "Głos Szczeciński" wydrukował artykuł pt. "Kasa żąda zwrotu pieniędzy do szpitali".
Artykuł pióra redaktor Doroty Kozickiej przytaczamy w całości.
Dwanaście powiatowych szpitali w naszym województwie musi zwrócić 1,5 mln zł Zachodniopomorskiej Regionalnej Kasie Chorych. Są to pieniądze za opłacone, a niewłaściwie zrealizowane procedury leczenia chorób kardiologicznych i neurologicznych. Najbardziej nierzetelny, zdaniem kontrolerów jest szpital Powiatowy w Szczecinku i Wałczu.
Przemysław Lejko, dyrektor szpitala w Szczecinku: Nie zgadzam się z żadnym z zarzutów, stawianych przez kasę i kwestionuję wyniki kontroli. Dobrowolnie nie oddam ani jednej, szpitalnej złotówki. Procedura, czy standard to tylko szablon postępowania, którego należy się trzymać. Jednak nie ma dwóch chorych z tym samym rozpoznaniem leczonych identycznie. O tym, jak leczyć pacjenta decyduje prowadzący go lekarz, bo za niego odpowiada, a nie urzędnik zza biurka. Wszystkie leki niezbędne podajemy pacjentom, nawet droższe od refundowanych przez kasę. Zamiast robić z nas złodziei niech ZRKCh lepiej zapłaci za ponadlimitowe usługi, wykonane przez szpital w ubiegłym roku za 980 tys. zł, skoro jest taka uczciwa.
Procedura, to precyzyjne określenie sposobu postępowania z ciężko chorym pacjentem, ile to kosztuje i ile kasa za to płaci - tłumaczył dziennikarzom Mirosław Blachowski, zastępca dyrektora do spraw medycznych ZRKCh. - Jeśli się tego nie potrafi, pacjenta należy przekazać innemu, specjalistycznemu szpitalowi. Procedury, wymagające zastosowania drogich leków, odpowiedniego sprzętu diagnostycznego itp. są wyceniane dużo wyżej niż zwykła hospitalizacja. Leczenie zawałowca w oddziale wewnętrznym tradycyjnymi metodami kosztuje od 1200 do 1600 zł, a leczenie najnowocześniejszymi lekami, rozpuszczającymi skrzep, blokującymi naczynia krwionośne (czyli procedura kardiologiczna) nawet do 8200 zł. Jednak, zdaniem kasy drogie leki, mogące ratować życie zawałowcom, często w ogóle nie były im podawane. - Za to wykazywano je w rozliczeniach z kasą - mówi Mariusz Tarhoni, dyrektor ZRKCh. - Po sprawdzeniu okazywało się, że szpital w ogóle nie sprowadzał takiego leku. Jak stwierdził dyrektor już 50 procent lecznictwa zamkniętego zostało uwolnione od tzw. limitów. Opracowanie standardów i wynikających z nich procedur, miało poprawić dostęp pacjentów do świadczeń i podnieść ich jakość. - Niestety ten warunek nie został spełniony. - dowodził na konferencji Mariusz Tarhoni, dyrektor ZRKCh. Kontrolerzy kasy w sześciu szpitalach spośród 12 wizytowanych zakwestionowali wszystkie, przeprowadzone procedury neurologiczne. Zarzut dotyczy szpitala w Drawsku Pomorskim, Choszcznie, Barlinku, Dębnie, Gryfinie, Kamieniu Pomorskim. Procedury kardiologiczne, zdaniem kasy, najgorzej były przeprowadzane w szpitalu w Wałczu, Szczecinku, Choszcznie i Dębnie. Bezwzględne egzekwowanie nienależnych pieniędzy od nierzetelnych szpitali zapowiedział Mirosław Blachowski z ZRKCh. - Wyniki kontroli potwierdzają, że w wielu szpitalach źle się dzieje, a pieniądze podatników są marnowane - mówił. - O nieprawidłowościach, które zdarzają się w szpitalu w Wałczu zawiadomimy prokuraturę.
|