|
Rybacy jeziorowi borykają się z podobnymi problemami jak ich koledzy żyjący z połowu ryb w Morzu Bałtyckim. Sprzęt i paliwo są coraz droższe. Do tego dochodzą trudności obiektywne, którymi kieruje sama przyroda.
Nietypowa, lekka zima sprawiła, że ryba " nie szła w sieci ". - Nie ma ryby, nie ma pieniędzy - mówi Józef
Michnowicz, szef szczecineckich rybaków. Jakby tych kłopotów było mało, szerzy się na naszych wodach plaga kłusownictwa. Wysokie bezrobocie sprawia, że coraz więcej ludzi trudni się tym niecnym procederem. Kłusuje się wszędzie, na wszystko oraz wszelkimi dostępnymi metodami. Kłusują całe rodziny, a nawet wioski. Doszło do tego, że kłusownicy zorganizowali się w doskonale działające grupy. " Podzielili " między sobą wpływy na poszczególnych jeziorach, którymi na co dzień dysponuje Spółka Rybacka. A mamy ich ponad pięćdziesiąt - kontynuuje prezes. - Tylko w ostatnich dniach zdjęliśmy z jezior kilkadziesiąt sztuk sieci. M.in. z
Wielimia, Cemina, Śmiadowa, Radacza oraz Wilczkowa. Giną nam także wontony. Kilka dni temu kłusownicy zniszczyli nam dwie łodzie. Straty idą w dziesiątki tysięcy złotych.
Straż Rybacka personalnie nieliczna jest na ogół bezradna. By zostać rybakiem i przystąpić do Spółki potrzeba prawie 20 tysięcy złotych na zakup najbardziej potrzebnego sprzętu - kończy prezes.
Rybacy, pomimo finansowych strat, także inwestują. 15 procent dochodów uzyskanych ze sprzedaży ryby przeznacz się na zarybianie jezior. Obowiązek ten wynika z umowy dzierżawnej zawartej z Agencją Własności Rolnej Skarbu Państwa.
- Do jeziora Drężno wpuściliśmy 150 tys. sztuk wylęgu pstrąga potokowego - odmiany, która nie wędruje. Do jeziora Bielsko trafiło 4 miliony sztuk sielawy i ponad 100 tysięcy
sieji. W maju do kilkunastu jezior trafi wylęg szczupaka, karpia, sandacza, a także amura i suma - mówią szczecineccy rybacy.
Szef spółki jest optymistą. Twierdzi, że obecny rok będzie lepszy od poprzedniego. - Przecież gorzej już być nie może.
|