Oto pierwsza, opublikowana w formie broszury, pozycja poświęcona przeszłości Lotynia. Jej autorka, mgr Agnieszka Findling, pracuje w jednej ze szczecineckich szkół, ale mieszka od urodzenia właśnie w Lotyniu. Praca, obejmująca dzieje wsi od jej początków do r. 1945, została opublikowana ze środków Fundacji Wspomagania Wsi w ramach realizowanego w SP w Lotyniu programu, poświęconego ochronie dziedzictwa kulturowego.
Od założenia wsi do 1945 roku
Agnieszka Findling
W latach dziewięćdziesiątych XX wieku nastąpiło znaczne ożywienie kontaktów polsko-niemieckich w dziedzinie współpracy kulturalnej. Obecnie dostrzega się również zmianę stosunku Polaków - zwłaszcza młodych - do Niemców. Odległa perspektywa II wojny światowej i brak bezpośrednich, tragicznych wspomnień powodują, że młodzi Polacy już bez uprzedzeń i chętnie nawiązują przyjazne kontakty ze swoimi zachodnimi sąsiadami, które pomagają tworzyć klimat porozumienia i gotowości do dialogu. Służy to przełamywaniu barier i pozwala doświadczyć bogactwa odrębności kulturowych, uczy tolerancji i jest niezwykle ważne w obliczu jednoczącej się Europy.
Poznawanie świata rozpoczyna się dla dziecka od poznania tego, co najbliższe: najpierw od rozpoznawania członków rodziny, potem nawiązywania z nimi więzów serdeczności, czułości i miłości, a następnie rozszerzenia ich na kręgi innych bliskich, zarówno rówieśników, jak i dorosłych. Świat dziecka tworzą na ogół ludzie pochylający się nad nim życzliwie, z troską, zaspokajający jego potrzeby. Z czasem rodzi się potrzeba dotarcia do rodzinnych korzeni i związków rodzinnych, a także odszukania przestrzeni, w której się żyje: najbliższej okolicy, regionu. Ciekawość tego, jak tu było dawniej, pobudza do pytań i szukania na nie odpowiedzi. W nawiązaniu do powyższego postanowiłam przedstawić dzieje wsi Lotyń - mojej rodzinnej miejscowości, gdzie żyję wraz z rodziną, od urodzenia. Jej historia pasjonowała mnie od szkoły podstawowej, kiedy na lekcjach historii usłyszałam po raz pierwszy o jej założycielach - rodzinie von Hertzberg. Już wtedy postanowiłam zbierać materiały dotyczące Lotynia i okolic. Dzięki życzliwości wielu osób - w Polsce i w Niemczech - udało mi się zgromadzić ich tyle, by w niniejszej pracy skoncentrować się na historii Lotynia, poczynając od momentu jego założenia, a na czasach II wojny światowej kończąc. Szczególnie przydatne okazały się materiały zebrane i wydane przez Willego Brümera w książce pt. "Lottin und seine Einwohner - Ein Dorf in Pommern" oraz wspomnienia z dzieciństwa - związanej z Lotyniem - Wilhelminy Lacher-Jass pt. "Das verlorene Dorf. Erinnerungen an eine Kindheit in Hinterpommern" Ponadto wykorzystałam następujące pozycje: Jutius Kohte "Die Bau - und Kunstdenkmäler des Regierungsbezirks Köslin", Frantz Stelter, "Der Kreis Neustettin. Ein pommersches Heimatbuch. Nach Vorarbeiten von Prof. Dr. Heinrich Rogge zusammengestelt und erarbeitet von Rektor a. D." oraz "Katalog zabytków powiatu szczecineckiego" opracowany przez Jadwigę i Anatoliusza Czerepińskich
Prawie cała literatura jest w języku niemieckim, więc dużo czasu musiałam poświęcić na jej przetłumaczenie. Na konstrukcję pracy składa się: wstęp, siedem rozdziałów i zakończenie. Uzupełnieniem są mapy, schematy i zdjęcia.

Lotyń to wieś położona w środkowej części Pomorza Zachodniego na 16° 48" długości geograficznej wschodniej oraz 53° 37" szerokości geograficznej północnej. Obecnie należy do gminy Okonek znajdującej się w powiecie złotowskim (województwo wielkopolskie). Miasto i gmina Okonek obejmują obszar 325,9 km2 oraz liczą 9.240 mieszkańców, z tego w Lotyniu zamieszkuje 1100 osób.
Aktualnie gmina liczy 15 sołectw. Położona jest na skraju Pojezierza Wałecko-Drawskiego. Tereny rolnicze zajmują 44,5%, natomiast lasy 39%. Lotyń usytuowany jest przy trasie Piła - Koszalin, w odległości 16 kilometrów od Szczecinka i 9 kilometrów od Okonka.


Dzięki wspomnieniom Elisabeth i Erny von Hertzberg wiemy, że "w roku 1374 przybył w orszaku księżniczki Anny rycerz von Hertzberg z Frankonii (Norymberga) na Pomorze. Książę pomorski Swanitibor nadał mu w lenno znaczną posiadłość i wioskę Hertzbergk i bezludne wrzosowiska Lotyń i Vietenberge. Był to rozległy obszar, pełen świerków i dębów".Pierwsze próby zaludnienia wymienionych terenów nie od razu się powiodły z powodu częstych najazdów Branderburczyków. Dopiero około 1540 lub 1544 roku w okresie kolonizacji odwiecznej puszczy "terra deserta", za rządów księcia Bogusława V, udało się zasiedlić Lotyń i okolice. Powoli zaczęło przybywać ludności. Chłopi zakładali swoje gospodarstwa, a dzięki napływowi rzemieślników rozwijał się handel. Mieszkańcy Lotynia, dostosowując zabudowę do istniejących warunków naturalnych, nadali wsi układ, który dziś nazywamy widlicowym. W późniejszym okresie w centrum wsi pobudowano kościół, szkołę i gospody.
Gmina Lotyń (Lottin) ze wsią Lotyń i następującymi miejscowościami: Babylon (Babi Dwór), Barken ABC (Borki), Birkenhof (Brzozówka), Ernsthof (Lubnica), Ewaldshof (Lubniczka), Hohbüch (Wojnówko), Hohenholz (Drzewice), Kruschke (Kruszka) (wg spisu z 17 maja 1939 roku) była największą gminą okręgu Szczecinek - liczyła 375 gospodarstw rolnych i 1591 mieszkańców. Stojący na jej czele wójt miał do pomocy pracownika biurowego. Urzędował on w domu Paula Papenfuß. Dzięki wspomnieniom W. Brümera wiemy, iż ostatnim wójtem był gospodarz Karl Freyer, urodzony 10.08.1905 roku w Lotyniu a jego pomocnikiem - Edelgard Mierzwa. Jeżeli chodzi o posiadłość ziemską Lotyń, to wraz z folwarkiem w Wojnówku obejmowała w I połowie XIX wieku 6000 mórg, w tym 4900 ziemi uprawnej, 600 łąk i 500 lasów. Natomiast majątek w Babim Dworze, który należał do Sigwarta von Hertzberg, liczył 1100 mórg. We wspomnianym majątku ziemskim Lotyń i folwarku Wojnówko zatrudnionych było około 80-85 rodzin robotniczych oraz 35 polskich robotników sezonowych (w latach 1926 - 1933) poza tym pracowało tam kilka osób w zakładach produkcyjnych, a także kontrolerów mleka, mleczarzy oraz rzemieślników. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, iż w czasie najcięższych prac polowych (od wiosny do jesieni) zatrudniano tam dodatkowo od 40 do 50 polskich żniwiarzy i żniwiarek. Rano o godzinie 6 robotników wzywała "syrena gwiżdżąca". W czasie żniw pracowano zaś od wschodu do zachodu słońca. Nad wszystkim czuwał nadinspektor, wspierany przez wielu inspektorów i ochmistrzów dworu.
W posiadłości ziemskiej Lotyń znajdowały się także następujące zakłady produkcyjne: gorzelnia, krochmalnia, mleczarnia, młyn zbożowy, cegielnia, stolarnia oraz warsztaty: kołodziejski, ślusarski i kowalski. Handlowe kierownictwo posiadłości ziemskiej było w rękach podskarbiego. Ostatnim był Otto Poelke, któremu pomagało dwóch urzędników handlowych oraz jeden lub dwóch praktykantów. Na obszarze gminy Lotyń przeważały ziemie I i II klasy, więc uprawiano na nich głównie pszenicę i buraki cukrowe. Na ziemiach III i IV klasy sadzono ziemniaki i brukiew oraz siano żyto, jęczmień i owies. Posiadłość ziemska Lotyń odnosiła też sukcesy w zakresie hodowli zwierząt, zwłaszcza koni (rasa reńsko-belgijska), bydła (rasa czarno-biała) i trzody chlewnej (niemiecka świnia szlachetna). Zaznaczyć w tym miejscu trzeba, iż na najróżniejszych wystawach, pokazach czy licytacjach zdobywały one liczne wyróżnienia i nagrody.


Dzięki zebranym materiałom udało mi się odtworzyć część drzewa genealogicznego rodziny von Hertzberg -
założycieli i dziedziców posiadłości Lotyń i okolicy.


Wśród wymienionych członków rodziny na szczególną uwagę zasługują: Ewald Friedrich Graf von Hertzberg oraz
Ernst von Hertzberg. Pierwszy z nich żył w latach 1725 - 1795 i był znanym politykiem pruskim na dworze
Fryderyka Wilhelma I. Swoją karierę polityczną zaczął od pracy w Archiwum Państwowym. Wkrótce mianowano go
tajnym radcą poselstwa. 28 października 1752 r. ożenił się z baronówną Marią von Inn Knyphausen. W 1755 r.
został ostatecznie zatrudniony w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Królestwa Prus, by w roku 1760 awansować
na drugiego ministra we wspomnianym urzędzie. W końcu w 1768 r. został ministrem spraw zagranicznych na
dworze króla Fryderyka Wilhelma II. Pełnił tę funkcję do 1791 roku, kiedy to wycofał się z życia politycznego
i zajął się pracą naukową. Muszę w tym miejscu zaznaczyć, iż mimo nawału pracy na dworach ww. królów pruskich
miał czas zająć się przekazanym mu przez ojca (który zmarł w 1753 r.) dziedzictwem w Lotyniu i okolicy.
Stał się też wielkim dobrodziejem gimnazjum w Szczecinku, uzyskując nawet sławę drugiego założyciela tej
placówki.
Ernst von Hertzberg był wnukiem wspomnianego wyżej Ewalda Friedricha. Urodził się w Lotyniu 5 czerwca
1852 r., a zmarł 16 listopada 1920 r. Zasłynął szczególnie jako dyrektor Zakładu Kredytowego Ziemskiego
w Szczecinku, którym został w 1914 r. Był także współzałożycielem i wieloletnim przewodniczącym Pomorskiej
Głównej Spółdzielni Rolniczej sp. z o.o. oraz działaczem w Związku Pomorskich Spółdzielni Rolniczych.
Na szczególną uwagę zasługuje jego wieloletnia aktywność w Szczecineckim Związku Rolniczym Kupna i Sprzedaży,
którego był współzałożycielem (1891 r.) oraz w Towarzystwie Muzealnym w Szczecinku, powołanym do życia
jesienią 1913 roku. Dla starostwa w Szczecinku zasłużył się też założeniem w 1902 roku elektrycznej
elektrowni okręgowej. Dzięki jego wielkiej przedsiębiorczości uruchomiono w Lotyniu w 1879 roku
linię kolejową.
Ród von Hertzberg może się też poszczycić wieloma przedstawicielami, którzy poświęcili się służbie wojskowej
na dworze królewskim. Dotyczy to m.in. Kaspera Rüdigera von Hertzberg, który był landratem miasta Szczecinek
w XVII w. Warto też w tym miejscu wspomnieć o wydarzeniach z roku 1583, kiedy to doszło do zatargu między
rodziną von Hertzberg a mieszkańcami Okonka. Obie zwaśnione strony wyrządzały sobie szkody, zabierając bydło
oraz niszcząc uprawy, aż doszło do otwartej walki. Dwie grupy uzbrojonych ludzi spotkały się u stóp wzgórza
Jenkenborn (dziś wzgórze Tecława, około 2 km. od Okonka) i w czasie walki, do której tam doszło,
z rąk sołtysa Okonka, Henniga Woyeka, zginął Czesław Joachim Hertzberg - jeden z właścicieli Brokęcina.
Jego ciało mściwi zwycięzcy powiesili na sośnie u stóp wzgórza. Na miejscu tego zdarzenia postawiono najpierw
tabliczkę, a później wieżę.
Jak przystało na wielkich właścicieli ziemskich rodzina von Hertzberg mieszkała w Lotyniu w okazałym
pałacu otoczonym wspaniałym parkiem. Prowadziła doń aleja obsadzona tujami. Na jednym ze starych zdjęć widać,
że stały wzdłuż niej także posadzone w donicach juki oraz błękitnie kwitnący Agapanthus. Przed pałacem
znajdowała się fontanna z trawnikiem i rabatami kwiatowymi wokół.
Cały południowy front pałacu - aż do górnych okien - porośnięty był winoroślą.
Z okien rezydencji roztaczał się wspaniały widok na obszerny park, który przechodził w wielką łąkę.
Spacerując po nim, można było podziwiać kwitnące tulipanowce, akacje, rozłożyste dęby oraz wiele innych
drzew, krzewów i kwiatów. O to wszystko dbał oczywiście wyspecjalizowany ogrodnik. Cała podpiwniczona część
pałacu liczyła 33 metry szerokości i 15 metrów długości. W piwnicy, obok wielu lochów, znajdował się
przypuszczalnie
skarbiec a także kuchnia z otwartym piecem ceglanym, służącym do wypiekania słynnych w
okolicy sękaczy. Do pałacu wchodziło się przez ganek, zbudowany w 1906 roku w miejscu wcześniejszej werandy.
Dalej znajdował się przedsionek z pięknym wejściem na schody, nad którymi wisiało drzewo genealogiczne
rodziny von Hertzberg.
Wysokie na 4,30 m sale urządzono wg tak zwanej "złotej mody". W jednej z nich górował naturalnej wielkości obraz generała kawalerii Friedricha von Hertzberg, z innej prowadziło wejście do pięciu reprezentacyjnych salonów. Sale i salony były wyłożone pięknym parkietem, wykonanym z rosnących w okolicznych lasach dębów i ułożonym przez lotyńskich rzemieślników. W jednej z sal rezydencji warto by zatrzymać się dłużej. Znajdował się w niej bowiem m.in.: wspaniały drewniany żyrandol, brązowe kinkiety oraz kopia portretu cesarza Karola V, wykonana przez uzdolnionego artystycznie Josta von Hertzberg, autora również witraży dla kościoła w Lotyniu. Do wspomnianych sal przylegał mały ogród zimowy, z którego wychodziło się do parku. Znajdował się w nim obszerny plac do odpoczynku, z wielkim owalnym stołem obrotowym. Jak wspominają córki ostatniego właściciela Lotynia, Elizabeth i Erna von Hertzberg pałac był wielokrotnie przebudowywany. W efekcie remontu w 1906 roku na piętrze powstało 16 pokoi gościnnych, biblioteka, łazienka oraz pomieszczenie dodatkowe, a wyżej, na strychu, urządzono atelier dla Josta. Najprawdopodobniej wtedy także cały budynek został zelektryfikowany. Pałacowa biblioteka zawierała bogate zbiory literatury pięknej i dzieła naukowe, powiększane przez kolejne pokolenia rodziny von Hertzberg. Na szczególną uwagę zasługiwała ilustrowana, oprawiona w skórę Biblia z ok. 1700 r.
Opisany przez Elisabeth i Ernę von Hertzberg pałac w Lotyniu na zawsze pozostał w ich pamięci jako ostoja
dla całej rodziny i dużego kręgu przyjaciół. Szkoda, że tak wspaniały zabytek czasów świetności posiadłości
ziemskiej Lotyń został bezpowrotnie zniszczony przez wojska sowieckie w 1945 roku.

W centrum Lotynia obok szkoły i gospód znajdował się kościół.
Do luterańskiej gminy kościelnej od początku jej powstania należały następujące miejscowości: Babylon
(Babi Dwór), Barken ABC (Borki), Birkenhof (Brzozówka), Ernsthof (Lubnica), Ewaldshof (Lubniczka),
Hohbüch (Wojnówko), Hohenholz (Drzewice), Kruschke (Kruszka) oraz Bahrenbusch (Brokęcino), Burkenbrügge
(Barkniewo) i Nassglinke (Glinki Mokre). Według spisu ludności z 1939 roku skupiała ona 2421 wiernych.
Kościół, ufundowany przez rodzinę von Hertzberg, został zbudowany przypuszczalnie na początku XVIII wieku.
W "Katalogu zabytków powiatu szczecineckiego" J. i A. Czerepińskich znajduje się jego dokładny opis :
"Jest budowlą ryglową na podmurówce, orientowaną na rzucie prostokąta. Od strony zachodniej nadbudowana nad
nawą wieża drewniana, kwadratowa, zwieńczona hełmem piramidalnym i iglicą, oszalowane podobnie jak szczyty
zachodnie i wschodnie. Dach dwuspadowy i kryty gontem, jak wszystkie jego przybudówki."

Wnętrze kościoła podzielone jest na trzy nawy dwoma rzędami słupów. Między nimi wbudowane
zostały empory, które obiegają
ściany świątyni. Nad nawą znajduje się pseudokolebkowy strop, pokryty polichromią roślinną oraz trzema
obrazami przedstawiającymi: Zwiastowanie, Narodzenie i Ukoronowanie,
namalowanymi przez
malarzy z Torunia. Kolebkę na nawie zdobi natomiast polichromia roślinna.u (warsztat ludowy).
O jego fundatorze, a był nim Gaspar Detlaf von Hertzberg, informuje stosowny napis. Ołtarz - wg opisu J. i
A. Czerpińskich - "wykonany jest z drewna, jednopolowy, jednokondygnacyjny z obrazem Wniebowzięcia
Najświętszej Marii Panny. Ujęty w dwie kolumny, z uchami ozdobnymi po bokach. Zwieńczony baldachimem -
korona cybulasta trzymana przez dwie postacie stojące". Po obu jego bokach - na ścianie za ołtarzem -
znajdują się malowane
Wyposażenie kościoła w Lotyniu stanowią: ambona i ołtarz główny ambonowy z 1733 rok
ręcznie i ufundowane w pierwszej połowie XX w. przez wspomnianego Josta von Hertzberg witraże.
W kościele znajdują się też drewniany krucyfiks (warsztat ludowy, prymitywny srebrny kielich z 1631 r.
(jak podaje w swojej pracy J.Kohte) oraz tablica nagrobna Friedricha Wilhelma Hertzberga z XIX wieku i
drewniane organy.
Jak podaje dalej Kohte, kościół został odnowiony w 1911 roku. Stała wtedy przy nim, z jego prawej strony,
drewniana, kryta gontem dzwonnica z dwoma dzwonami. Jeden z nich, wykonany przez Joachima Karstede w 1617
roku, o średnicy 71 cm, posiadał napis w języku łacińskim. Jego przekład brzmi:
"Bóg pozwolił stworzyć to dzieło,
które tutaj sprowadzone zostało
Mój trud, praca i pilność
Służą Tobie i Twojej chwale."
Drugi, mniejszy, o średnicy 52 cm, wytopiony został przez Johanna Meyera w 1764 roku w Kołobrzegu
Po prawej stronie kościoła znajduje się także pomnik poległych żołnierzy w czasie pierwszej wojny światowej,
wykonany przez Konstantina Starka w 1921 r. w Berlinie.
Po lewej stronie kościoła, na cmentarzu przykościelnym, znajdują się nagrobki Ewalda i Marii von Hertzberg,
Ernsta i Evy von Hertzberg oraz ich syna, Gumilda. Mieszkańców wsi chowano natomiast na cmentarzu parafialnym.
Jak czytamy we wspomnieniach W. Lacher-Jass, kaplicy (cmentarnej) nie było w Lotyniu i każdy mieszkaniec
wioski wyruszał w swą ostatnią drogę z własnego domu. (...) W Lotyniu była długa droga na cmentarz
przez tę część miejscowości, którą nazwano "Białym Kwiatuszkiem"
Dzięki materiałom zebranym przez Willi Brümera znamy nazwiska niektórych ewangelickich pastorów parafii
Lotyń. Byli nimi:
Jakob Capelle (ok. 1585)
Michael Brümer (1631 - 1663)
Tobias Crell (1664 - 1678)
David Christian Fechner (1679 - 1684)
Daniel Hensel (1737 - 1758)
>
Peter Ernst Friedrich Bootz (1802 - 1829)
Ostatni pastor to Gerhard Schilling. Urodzony 31 marca 1896 r. w Lotyniu, zmarł 16 lipca 1958 r. w Berlinie.
Swoją funkcję przejął w latach dwudziestych XX wieku po swoim ojcu. Dzięki wspomnieniom W. Lacher-Jass
wiemy, że w pracy pomagał mu kościelny i organista, którym był nauczyciel Giese. Do gminy wyznaniowej w
Lotyniu należał też obszar ziemi o powierzchni 22 ha

W drugiej połowie XIX wieku w Lotyniu powstały: szkoła, poczta i dworzec kolejowy. Instytucje te pełniły znaczącą rolę w życiu codziennym mieszkańców gminy.
Budynek szkoły był zbudowany z czerwonej cegły i posiadał cztery izby. Było ich za mało, więc uczniowie obu klas starszych mieli lekcje wspólnie. W szkole uczono następujących przedmiotów: historii, geografii, matematyki, religii, języka niemieckiego, prac ręcznych. Dużą uwagę przywiązywano do nauki śpiewu, na co wskazuje prężna działalność chóru, oraz do sprawności fizycznej, o czym świadczy założony w Lotyniu Związek Gimnastyczno-Sportowy, składający się z grup męskiej i żeńskiej. Dzieci, które chciały kontynuować naukę, mogły to zrobić w gimnazjum w Szczecinku, którego wielkim dobrodziejem był Ewald Friedrich von Hertzberg Za szkołą znajdowała się drewniana ubikacja oraz pomieszczenia dla zwierząt.
W czasie przerw uczniowie grali w "utykanie", "sprzedaż zegarków", albo "przejdź przez złoty most". Po okresie intensywnej nauki nastawał czas zasłużonego odpoczynku.
W czasie ferii zimowych do ulubionych zabaw dzieci należało między innymi ślizganie się na
łyżwach przykręconych śrubkami do zelówek trzewików na stawie "Rzężenie Ropuchy", a także jazda na sankach.
Największą jednak frajdę sprawiało im, jak widać na zdjęciu, wzajemne obrzucanie się śnieżkami
W. Brümer w cytowanej już książce pisze: "Jeszcze przed rokiem 1900 otwarty został w Lotyniu urząd
pocztowy. Obsługiwał on także okoliczne miejscowości. Początkowo zatrudnionych w nim było dziewięciu
pracowników, w tym siedmiu urzędników pocztowych". Tu też piastował swój urząd policjant pocztowy,
odpowiedzialny również za sąsiednie wsie. Jako ostatni pełnił tę funkcję Leo Weinkauf.
Dzięki staraniom Ernesta von Hertzberg w 1879 roku została uruchomiona przebiegająca przez Lotyń
linia kolejowa Szczecinek (Neustettin) - Piła (Schneidemühl), a we wsi powstał dworzec kolejowy. Tym samym
wieś zyskała połączenie z "wielkim światem". Do dworca prowadziła wybrukowana i obsadzona kasztanami ulica.
Był on stacją załadunkową dla eksploatowanego w Brokęcinie przez firmię Tschierchke ze Szczecinka żwiru.
Na dworcu w Lotyniu panował znaczny ruch towarowy. Przewożono tu głównie produkty rolne, leśne i nawozy. Jak
pisze W. Brümer, była to "brama do świata" dla młodych mieszkańców wsi, którzy wyruszali stąd w poszukiwaniu
lepszego życia do Szczecina, Frankfurtu nad Odrą, Berlina, a nawet dalej - do Zagłębia Ruhry. Na dworcu
pracowało sześciu urzędników i jeden robotnik kolejowy. Ostatnim kierownikiem
dworca był Paul Koplin.
Ponadto w Lotyniu znajdowały się:
a) gospoda, w której prowadzono również sprzedaż towarów kolonialnych (właściciele: Otto Kley, Brunh i Werner)
W Lotyniu mieszkali następujący rzemieślnicy:
a) piekarze - Franz Manke i Paul Wiese,
Jak wyglądało życie codzienne przed drugą wojną światową wiemy, w głównej mierze dzięki wspomnieniom z dzieciństwa Wilhelminy Lacher - Jass.
Najważniejszym miejscem w życiu każdego człowieka jest dom. Zajrzyjmy więc do domu W. Lacher -
Jass i zobaczmy jak on wyglądał. Nie było w nim jeszcze nowoczesnych wygód. Wodę czerpano ze studni. Nie było
także centralnego ogrzewania. "W kuchni stała kuchenka węglowa, a w izbie piec kaflowy. Rozpalano w nim
drzazgami smolnymi, a następnie palono klockami drewna i szyszkami jodłowymi, które
dawały odpowiednie ciepło". Aby utrzymać temperaturę do rana, na noc zawijano brykiet w wilgotną gazetę i
kładziono w palenisko.
A jak wyglądała wobec tego codzienna toaleta? Otóż "kąpać można się było za 50 fenigów w gorzelni należącej
do majątku, gdyż tam znajdowała się odpowiednia wanna. Zazwyczaj jednak co sobotę stawiano wannę cynkową w
kuchni i na piecu podgrzewano wodę do kąpieli". Po niej często smarowano włosy szpikiem wołowym albo olejem
z korzenia łopianu, aby nadać im połysk. Latem natomiast, podobnie jak dzisiaj, dzieci mogły się kąpać w
jeziorze - to najbliższe znajdowało się w Brokęcinie, oddalonym od Lotynia o ok. 4 km.
Nie było także mowy o pralce. "Pranie musiało więc najpierw moczyć się przez całą noc, aby wczesnym rankiem można je było w wielkim żelaznym kotle wygotować". Następnie namydlało się je szarym mydłem i tarło na tarze do prania. Na koniec płukano je z "farbką do prania" i dopiero wieszano na sznurku. Kiedy pranie wyschło, można się było brać za prasowanie. Mimo, że w domach znajdowała się już elektryczność, wciąż wykorzystywano żarzące się węgielki, które wkładano do duszy żelazka. "Aby utrzymać cug powietrza w duszy żelazka, trzeba było często w nie dmuchać", więc prasowanie, podobnie jak i pranie, było pracą długą i żmudną.
Żywność, którą dziś przechowujemy w lodówkach, trzymano w głębokich piwnicach, znajdujących się albo pod domami, albo obok nich. Na podwórzach stały też stodoły albo powozownie, gdzie znajdowały się wozy. We wspomnieniach W. Lacher-Jass czytamy: "Tak samo proste jak nasz tryb życia było też nasze odżywianie", którego podstawę stanowiły w głównej mierze ziemniaki, przywiezione na Pomorze z Prus przez Fryderyka Wielkiego. Spożywano je, przyrządzając na różne sposoby. Rano jedzono pieczone ziemniaki i zupę mleczną. Na obiad podawano np. ziemniaki w śmietanie ze śledziami lub ze słoniną, czy też ugotowane z warzywami, albo ziemniaki w mundurkach ze słoniną. Na kolację zaś jedzono je często upieczone i z zupą mleczną, podobnie jak na śniadanie. Przysmakiem był też placek kartoflany z musem jabłkowym. Dzieci natomiast, kiedy zgłodniały w czasie zabawy, bardzo lubiły podjadać uparowane ziemniaki posypane solą. Innym przysmakiem dzieci były oczywiście słodycze: fajki cukrowe, wafle z pianką, wanilia i czekolada oraz lody. A do picia lemoniada z octu i sody oczyszczonej.
Jak wynika z powyższego opisu, dieta mieszkańców Lotynia była na co dzień bezmięsna. Natomiast w niedzielę i święta na stołach pojawiało się mięso w różnej postaci, np.: pieczony kurczak z czerwoną kapustą i z jabłkami, czy też rosół z kurczaka. Na Boże Narodzenie obowiązkowo podawano pieczoną gęś. Mięso z gęsi było szczególnym przysmakiem miejscowej ludności. Przygotowywano więc i spożywano z niego następujące dania:
- tzw. czarny smutek - rosół z kawałkami mięsa z szyi i skrzydełek, do którego dodawano krew gęsi i pieczone owoce,Czas świątecznych przygotowań zaczynał się już 4 tygodnie przed świętami Zmartwychwstania Pana, od ścięcia gałązek brzozowych, które stawiano w letniej wodzie w kuchni na szafie, aby do Wielkiej Nocy się zazieleniły. W Wielki Piątek poszczono, aby "przez cały rok nie być ukąszonym przez komary". Dzieci malowały jajka w następujący sposób:
aby uzyskać kolor zielony, wykorzystywan siano albo wodę po szpinaku,Pierwszy dzień Wielkiej Nocy zaczynał się już o 4 rano, ponieważ "jeśli ktoś chciał coś zachować przy sobie albo stać się piękniejszym, musiał koniecznie przynieść wody wielkanocnej". A nie było to takie łatwe, gdyż podczas niesienia wody do domu nie można było wymówić ani jednego słowa, aby nie straciła ona swojej szczególnej mocy. Woda musiała być zaczerpnięta o wschodzie słońca ze strumienia, który płynął na wschód. Bardzo popularnym zwyczajem wśród dzieci niemieckich w Niedzielę Wielkanocną było szukanie ukrytych jajek, które podłożył "zając". Przy ich znajdowaniu zawsze się świetnie bawiono. Drugi dzień Świąt Wielkanocnych zaczynał się też skoro świt, gdyż jeżeli ktoś chciał, aby w przyszłości spotkało go coś dobrego, nie oblewano się wodą, jak to jest w polskim zwyczaju, ale "obijano różdżkami", czyli brzozowymi witkami.
Jak przed wszystkimi świętami, tak i przed tymi następowały generalne porządki w domu i zagrodzie. Dla dekoracji przy drzwiach wejściowych wieszano gałązki brzozowe, an zza świeżo umytych okien błyszczał tatarak. Dzieci z tych świąt cieszyły się szczególnie, gdyż zaczynały już nosić letnie ubrania - bez względu na to, jaka była pogoda.
Czas przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia rozpoczynał się od pieczenia pierników z miodem i ziołami, ozdobionych migdałami. Do zwyczajów bożonarodzeniowych należało, tak jak dziś, wspólne ubieranie choinki w Wigilię. Przystrajano ją: bombkami, lametą oraz kolorowymi ciasteczkami. Wieczorem, po uroczystej kolacji, obdarowywano się prezentami. Tego szczególnego dnia nie zapominano także o biednych i chorych osobach we wsi, których odwiedzano i zanoszono im prezenty.
Po świętach Bożego Narodzenia następowały ostatki. Znakiem, że się rozpoczęły, było pieczenie grubych, okrągłych naleśników, nadziewanych powidłami śliwkowymi. Do kilku wkładano monetę lub musztardę. Pod wieczór dzieci przebierały się i chodziły na tak zwane "trąbienie". Natomiast gdy było już całkiem ciemno, w wiosce pojawiali się przebierańcy, tzw. "niedźwiedzie", którzy chodzili po domach. "Niedźwiedź" pokazywał swoje sztuczki gospodarzom, za co dostawał kiełbasę, słoninę lub pieniądze. Towarzyszyli mu w tej zabawie harmonista, wiedźma, bocian i kozioł.
Ponieważ w Lotyniu nie było lekarza, a najbliższy przyjmował w Szczecinku lub w Okonku i aby się do niego
dostać, trzeba było poświęcić cały dzień, więc ludzie leczyli się domowymi sposobami i lekami.
I tak na przykład:
- przy zaparciach używano liści senesu,
- rozwolnienia leczono spożywając suszone jagody,
- jęczmień na oku okładano rumiankiem, a ropiejący palec moczono w mydlinach,
- "rwanie w krzyżu" likwidowano poprzez nacieranie samodzielnie wyprodukowanym spirytusem mrówczym
lub chrabąszczowym,
- odmrożenia pięt łagodzono kąpielą stóp w gorącym moczu,
- gdy ktoś chorował na świnkę, okładano mu twarz torebką z gorącymi otrębami,
- na ból zęba używano goździków (przyprawa) albo wyrywano ząb obcęgami u kowala.
Od około 1930 roku raz w miesiącu dr Raasch z Okonka przyjmował pacjentów w Lotyniu w bocznym
pomieszczeniu gospody, wyposażonym w skórzaną sofę, stół, dwa krzesła, żelazny stojak z miednicą. Doktor był
we wsi lubiany i szanowany, chociaż czasami, jak wspomina W. Lacher-Jass, stosował niekonwencjonalne metody
leczenia.
W Lotyniu, obok wspomnianych już Związku Sportowo-Gimnastycznego i chóru, aktywnie działały: Związek Strzelecki i Wojskowy z wydziałem sportowym i z wydziałem strzeleckim małego kalibru
Raz w roku w czasie tzw. "święta strzeleckiego", odbywały się w Lotyniu zawody. Związek posiadał swoje stanowiska strzelnicze urządzone 2,5 km za wioską. Przy dźwiękach utworu "Strzelam do jelenia w zielonym lesie" rozpoczynano zawody. Ten, który wygrał, zostawał na rok "królem" zawodów i otrzymywał złoty łańcuch. Jego obowiązkiem było otwarcie i przewodniczenie zawodom w następnym roku. Członkowie związku wyróżniali się strojem, na który składały się: zielona kurtka, czarne spodnie i kapelusz.
Innymi wyróżniającymi się organizacjami były związki gimnastyczne : Deutsche Turnerbund i Kyfferhäuser. Każdy z nich miał swój własny plac ćwiczeniowy - pierwszy przy cmentarzu, drugi przy drodze do Okonka. Oba z odróżniały się strojami: dziewczęta i kobiety z Kyfferhäuser nosiły spodenki gimnastyczne i białe koszule, a dziewczęta z Deutsche Turnerbund miały jednoczęściowe kostiumy z błękitnego materiału z naszytmi z przodu znakami swojego towarzystwa, a z tyłu klapy u spodni. Hasło tego związku brzmiało: "Świeży, pobożny, radosny, wolny". W związkach tych kobiety wykonywały różnorakie ćwiczenia gimnastyczne np. z piłką lekarską i z maczugami. Nagrodą były wieńce z liści dębowych ze wstążką. Każdy ze związków obok zawodów urządzał także wieczory taneczne. Chór i Związek Wojskowy wystawiały na tych wieczorkach również sztuki teatralne, które przygotowywał Leopold Strachschein
Tak wyglądało życie towarzyskie przedwojennego Lotynia.
We wspomnieniach W. Lacher-Jass nie znalazłam informacji na temat tego, jak odbywały się porody i chrzciny dzieci. Jest w nich za to sporo wiadomości na temat ślubów i wesel, które we wsi zawsze wzbudzały duże zainteresowanie i mieszkańcy bardzo chętnie w nich uczestniczyli - choćby tylko jako gapie. Śluby odbywały się w kościele w Lotyniu w piątki po południu. W poprzedzającą uroczystość niedzielę para młoda musiała być na zapowiedziach. W dniu ślubu panną młodą ubierano w białą suknię; na głowie miała upleciony wianek z mirtu i upięty do niego welon. Pan młody występował w czarnym garniturze i białej koszuli. Po uroczystościach zaślubin para młoda wracała w orszaku weselnym do domu. Na progu witała ich sąsiadka z chlebem i solą. Nowożeńcy musieli spróbować chleba i soli, aby nigdy nie głodować. "Później kobieta wręczała parze młodej klucz do drzwi domu. Kto go otrzymał jako pierwszy i wetknął w zamek, ten miał nosić spodnie w małżeństwie". Potem rozpoczynało się wesele. Jedzono i pito do samego rana, z przerwą o północy, tak jak obecnie, na oczepiny.
Jak już wspomniałam, nie było w Lotyniu kaplicy cmentarnej, dlatego też miejscowym zwyczajem zmarły pozostawał przez trzy dni w domu, aby wszyscy mogli się z nim pożegnać. Mieszkańców Lotynia i okolic grzebano na cmentarzu, który znajdował się na końcu ulicy "Biały Kwiatuszek". Zmarłego odprowadzał nań pastor, który wraz z nauczycielem ze szkoły i ośmioma śpiewającymi dziewczętami szedł z przodu. Za trumną kroczyła rodzina, sąsiedzi i przyjaciele. Jeżeli chowano znaczniejszego obywatela, to jego trumna była na cmentarz niesiona przez mężczyzn przy dźwiękach kapeli. Każdy żegnał się ze zmarłym, kładąc na trumnie trzy garści ziemi. Po pogrzebie odbywała się stypa. Dbanie o porządek przy grobach i na cmentarzu należało do dzieci i osób starszych.

Sytuacja w powiecie szczecineckim zmieniła się bardzo po dojściu Adolfa Hitlera do władzy. W roku 1933
nasiliły się bowiem hasła antypolskie, które miały kształtować opinię społeczną, przygotowując ją do
przyszłej wojny.
"Za hasłami szły czyny. Już w roku 1933 przystąpiono do realizacji planu wojennego opracowanego przez gen.
F. von Seeckta. [...] Plan Seecta przewidywał uderzenie wojsk niemieckich z terenu powiatu szczecineckiego,
wałeckiego i złotowskiego na "polski korytarz""
W tym czasie rozpoczęły się też systematyczne szkolenia wojskowe, które objęły młodzież, skupioną w
następujących organizacjach: Niemieckim Froncie Pracy i Służbie Pracy. budowano nowe drogi, poligony,
organizowano prace melioracyjne - słowem przygotowywano się do zbrojnej napaści na Polskę. W 1939 roku wokół
Lotynia skoncentrowano liczne oddziały. Rozpoczęła się hitlerowska napaść na Polskę. Zaczęły powstawać
pierwsze obozy. Znajdował się tu obóz pracy przymusowej dla polskich jeńców. Panujące w nim warunki
spowodowały m.in. powstanie i działalność działalności ruchu oporu. Pisze o tym T. Gasztold: "Na terenie
ziemi szczecineckiej działały tajne komórki między innymi w: [...], Lotyniu
[...]".
Przebieg wydarzeń w Lotyniu w roku 1945 znamy dzięki udostępnionym przez Käte Berg zapiskom Curta Junghanns oraz dzięki wspomnieniom pt. "Ostatnie dni Lotynia" R. Gall, Eystrup/Weser, a także "Styczeń 1945" dr Otto. Są to jednak tylko fragmenty artykułów, które ukazały się w gazetach niemieckich po drugiej wojnie światowej i nie dostarczają pełnego obrazu tego, co się działo w Lotyniu w czasie wojny. Niestety - bardzo pomocne przy pisaniu niniejszej pracy - wspomnienia p. Wilhelminy Lacher-Jass, są przez nią doprowadzone tylko do roku 1933, kiedy to autorka zaczyna uczęszczać do gimnazjum w Szczecinku.
Z relacji wyżej wymienionych autorów wynika, iż wiele osób zostało zaskoczonych tak szybkim nadejściem frontu, przez co ewakuacja ludności niemieckiej pełna była dramatyzmu: "był to jeden pochód rozpaczy". Pierwszy transport kolejowy z kobietami i dziećmi pochodzącymi z okręgu Szczecinek wyruszył na Zachód 18 stycznia 1945 roku. Zaznaczyć jednak trzeba, że wiele osób, szczególnie starszych, nie chciało opuszczać swoich domów. Tak było na przykład z ostatnim właścicielem Lotynia Rüdigerem von Hertzberg, którego dopiero oficerowie z Wehrmachtu zmusili do opuszczenia swojej posiadłości.
Przy tym całym zamieszaniu, spowodowanym nagłą ewakuacją ludności, dochodziło także do licznych aktów przemocy, kradzieży i łamania prawa. Starano się jednak przy pomocy różnych sił porządkowych zahamować te negatywne zjawiska oraz zgromadzić jak najwięcej pozostawionych bez opieki mzwierząt, a także żywności i transportować to wszystko za wyjeżdżającymi. Akcja ta była tym bardziej ryzykowna i niebezpieczna, że Lotyń i okolice znajdowały się pod silnym ostrzałem Armii Czerwonej.
Długą drogę przebyli mieszkańcy Lotynia - przez Wolin, Szczecin, Stralsund, Rostock do Bützow i dalej. Wielu z nich osiedliło się w okolicach Lubeki, głównie we wsi Stockelsdorf.

Po wkroczeniu do Lotynia 26 lutego 1945 roku wojsk sowieckich i polskich większość jego mieszkańców wyjechała do Niemiec. Duża ich część wraz z rodzinami osiedliła się we wsi Stockelsdorf koło Lubeki. Założyli tam z czasem nawet swoje niewielkie stowarzyszenie. Do dziś spotykają się i działają społecznie. Dzięki życzliwości władz swojej gminy urządzają co dwa lata spotkania byłych mieszkańców Lotynia z całego świata. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, iż od 1956 roku istnieje partnerstwo między miejscowościami Stockelsdorf - Lotyń. I właśnie w nawiązaniu do niego pastor Brigitte Fröhlich ze swoim mężem Wojciechem Mehl (Polak) postanowili nawiązać kontakt na płaszczyźnie wiary z parafią Lotyń. Stało się to w roku 1999 i ponieważ spotkali się z przychylnością proboszcza z Lotynia, ks. Ryszarda Zabojszczy, zrodził się projekt współpracy parafii katolickiej z parafią protestancką pod nazwą "Ekumenia", w ramach którego odbyły się już dwa spotkania młodzieży.
Pierwsze miało miejsce w lipcu 1999 roku, kiedy to młodzież z Lotynia wraz z księdzem i panią Marią Kopkiewicz gościła przez pięć dni w Stockelsdorf. Drugie nastąpiło rok później - do Lotynia przyjechała młodzież niemiecka wraz z panią pastor i jej mężem.
Obecnie ta współpraca nabiera szerszego wymiaru i mam nadzieję, że będzie trwać i owocnie się rozwijać.
